Jak świat światem dzieci szły w ślady ojców dziedzicząc po nich zawody. Syn szewca zostawał szewcem, a syn chłopa - chłopem. Dla większości była to zasada niepodważalna. Aż do czasów przemysłowych - wtedy przestało to być regułą. Zaś w XX wieku dobrobyt świata Zachodu stał się tak wysoki i powszechny, że niemal każdy młody człowiek idzie swoją ścieżką. Problem tylko w tym, że mało kto tak naprawdę wie, którędy chciałby iść. Widać do szczególnie jaskrawo w Polsce, gdzie masa młodzieży kieruje się w wyborze studiów wszystkim, tylko nie konkretnym i przemyślanym planem kariery. Myślenie w stylu: "byle zdobyć papierek magistra, a dalej jakoś to będzie" przynosi skutki w postaci absolwentów pedagogiki rozkładających towary na półkach czy filologów kierujących pojazdami.
Jak zapobiec tej patologii naszego kraju? Istnieje wiele recept. Jedną z nich jest indywidualny rozsądek każdego młodego człowieka. Jak skorzystać z tego rozsądku i wybrać dobie zawód kiedy sami nie wiemy co chcemy w życiu robić? Ja radzę, by kierować się takimi oto kryteriami:
1. Zawód musi zapewnić dochody pozwalające na przetrwanie. To banał.
2. Zawód winien być tego rodzaju, abyśmy byli w stanie wykonywać go profesjonalnie. A jeszcze lepiej (choć to już luksus) by nasza profesja umożliwiała stałe doskonalenie i awanse. Nie angażujcie się w coś o czym wiecie, że się do tego nie nadajecie.
3. Zawód powinien też dawać satysfakcję. Jednym z największych nieszczęść jakie może spotkać człowieka to praca w zawodzie, którego się nie lubi.
4. Zawód uczciwy, który nie wymaga od nas oszukiwania innych to dobry wybór. A jeśli wykonując go możemy pomagać innym, to skarb.
Test:
Czy mógłbym być śmieciarzem? Owszem - gdybym nie mógł pracować jako nikt inny, byłbym śmieciarzem. Przetrwać się da na minimalnym poziomie. Wykonywać profesjonalnie - również. Czy bym lubił? Pewnie nie, ale krzywdzić nikogo bym nie musiał.
Czy mógłbym być marketingowcem? Raczej nie. Nie o brak szczególnej satysfakcji mi chodzi, ale fakt, że marketing to niemal wyłącznie oszukiwanie ludzi. Mało pożyteczne zajęcie, choć bardzo dochodowe jeśli wykonuje się je profesjonalnie.
Czy mógłbym być nauczycielem? BA! Jestem nim. I spełnia on wszystkie moje wymagania. Co prawda punkt pierwszy jak zawsze pozostawia wiele do życzenia, ale nie on jest dla mnie najważniejszy.
niedziela, 13 stycznia 2008
Subskrybuj:
Posty (Atom)